fot. Mishka / Legionisci.com

Bardzo trudna sytuacja hokejowej Legii

- Potrzebujemy wzmocnień i skonsolidowanej drużyny, która zacznie pracować w maju, natomiast jeżeli nie będzie żadnej wizji i żadnej szansy do końca kwietnia, to prawdopodobnie będzie ten moment, kiedy trzeba będzie pewne rzeczy nazwać po imieniu i dać sobie spokój - mówi legia.sport.pl prezes hokejowej Legii Michał Wąsiński. Reaktywowana dziesięć lat temu hokejowa Legia ma za sobą jeden z najtrudniejszych sezonów.
We wrześniu tylko dzięki pomocy kibiców i piłkarskiej Legii udało się zebrać brakującą do zamknięcia budżetu kwotę i wystartować w rozgrywkach I ligi. Trapiony kontuzjami i brakami kadrowymi zespół szybko stracił szanse na awans do play-off i na koniec sezonu zajął siódme miejsce na dziewięć drużyn.

- Nie można być zadowolonym z tego, co zaprezentowaliśmy, ale nie jest to wyłącznie kwestia postawy zawodników na lodzie. Temat jest znacznie szerszy - brakuje nam pieniędzy. Drużyna w pełnym składzie powinna się przygotowywać od maja w kompletnym cyklu z przerwą urlopową i w sierpniu powinna wyjechać na lód. Tymczasem nas początek rozgrywek zastał z nieprzygotowaną drużyną i z dziurą budżetową w wysokości 80 tys. zł, której nie byliśmy w stanie w żaden sposób pokryć. Wizja rozwiązania drużyny była niezwykle realna, tylko dzięki zbiórce kibiców i pomocy piłkarskiej Legii udało się tę dziurę zasypać. Ale praktycznie nie mieliśmy możliwości przygotowania się do sezonu, na lód weszliśmy dopiero na początku października, kiedy większość drużyn od co najmniej półtora miesiąca trenowała. Ponadto zawodnicy grali bez wynagrodzeń, co zmuszało ich do regularnej pracy, z której docierali na nocne treningi. A koszty sezonu ostatecznie i tak przerosły nasz budżet i kończymy na minusie - mówi prezes w wywiadzie dla legia.sport.pl.

- Mamy długi wobec COS, od którego wynajmujemy lodowisko na Torwarze. Opłaty za lód to lwia część naszego budżetu, to prawie 200 tys. zł za sezon. Torwar jest niestety najdroższym lodowiskiem w kraju i odczuwamy to bardzo dotkliwie. Nie da się jednak uprawiać hokeja na lodzie bez lodu. Na dodatek Torwar przechodzi remont. W tym roku zajęcia na lodzie kończą się na początku kwietnia, a lodu nie będzie pewnie znowu do października, co stawia pod wielkim znakiem zapytania przyszłość naszego hokeja seniorskiego, bo "powtórka z rozrywki" nie jest żadnym rozwiązaniem. W mieście nie ma drugiego takiego obiektu, który spełniałby warunki do trenowania, a co dopiero do grania w I lidze. Trudno sobie wyobrazić, żebyśmy na treningi czy mecze jeździli np. do Łodzi, gdzie znajduje się najbliższe Warszawy lodowisko. Kolejna kwestia to dostępność tego obiektu, bo lodowisko na Torwarze jest cały czas obłożone. Oprócz nas jest jeszcze jeden młodzieżowy klub hokejowy, kilka klubów jazdy figurowej na lodzie oraz ślizgawki, a efekt tego jest taki, że nasi zawodnicy muszą trenować o godz. 22, co nie ma nic wspólnego z normalnym cyklem treningowym i to też się przekłada na końcowy wynik - dodaje.

- Dramatycznie ciężko jest tu zainteresować kogokolwiek hokejem, co uważam za wielką szkodę, bo to niesamowicie dynamiczny sport, który zdecydowanie zyskuje jako widowisko przy oglądaniu na żywo. (...) Trwają intensywne rozmowy i próby poszukiwania sponsorów, bo już z doświadczenia wiemy, że bez tego ani rusz. Nie ma sensu kontynuować tego w dotychczasowej formie, czyli takiej, że zawodnicy nie otrzymują wynagrodzenia, nie ma środków na podstawowe rzeczy, zaczynamy sezon późno, jesteśmy nieprzygotowani i kończymy w taki sposób, w jaki skończyliśmy, trzy miejsca od czerwonej latarni, szybko tracąc szansę na grę w play-off. Nie należy też na to patrzeć z perspektywy tylko minionego sezonu. Mija dziesięć lat od czasu, kiedy powstała na nowo drużyna pierwszoligowa, przez ten czas pracowało z nią wielu trenerów, różne zarządy, ale w tym czasie zespół nie zbliżył się do awansu do ekstraligi. Bez stabilnej sytuacji finansowej nie uda się zbudować hokeja w Warszawie. Budżet, który jest potrzebny, żeby złożyć drużynę, która skutecznie powalczy o awans do ekstraligi, to około 1,5-1,8 mln zł, uwzględniając wynagrodzenia zawodników i kadry szkoleniowej na przyzwoitym poziomie. I bez żadnych kokosów. Powiedziałem już w klubie, że jeśli drużyna nie zacznie się przygotowywać "na sucho" w maju, będąc mniej więcej skompletowana, to ciągnięcie tego nie ma najmniejszego sensu. Samymi zawodnikami z Warszawy nie jesteśmy w stanie zbudować drużyny, która może walczyć o awans do ekstraligi. Potrzebujemy wzmocnień i skonsolidowanego zespołu, który zacznie pracować w maju, natomiast jeżeli nie będzie żadnej wizji i żadnej szansy do końca kwietnia, to prawdopodobnie będzie ten moment, kiedy trzeba będzie dać sobie spokój - mówi Wąsiński.

- Marzy mi się niespodziewany telefon i głos ze słuchawki, który mówi: "Chcemy nawiązać długofalową współpracę, na kilka lat i proponujemy wsparcie, które pozwoli hokejowej Legii wrócić na szczyt". Jestem przekonany, że zbudowalibyśmy wtedy w Warszawie drużynę hokejową na najwyższym poziomie, gotową do walki o najwyższe cele. Tymczasem w przyszłym roku obchodzić będziemy 100-lecie Legii, za dwa lata 90-lecie powstania sekcji hokejowej i 50 lat od ostatniego, trzynastego tytułu mistrzowskiego Legii w hokeju na lodzie. Ale czy hokejowa Legia będzie jeszcze wtedy istniała? To bardzo trudne pytanie.



Komentarze: (0)

Dodaj swój komentarz:

autor:

e-mail:


treść: